Raiffowe zapiski

Posted in Bez kategorii by Raiff on 24 lutego 2011

Nie wiem czy to przez panujące za oknem syberyjskie mrozy czy może przez coś innego, ale ostatnio stałem się cięty (nie mylić z pociętym). Nie wiem, czasem nawet wydaje mi się, że nawet zbytnio się do tego nie przykładam, samo wychodzi. Hmm, może to dla tego, że uświadomiłem sobie, że pewne rzeczy po prostu trzeba mówić/pisać i przestać udawać, że coś się podoba i przestać się gryźć w język. Pewnie z boku wyglądam to chujowo, ale who cares!

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 1 lutego 2011

Znów zmiany. Z nowym rokiem postanowiłem przestać przejmować się ludźmi i rzeczami, które wprawiają mnie w zły nastrój bądź burzą moją małą oazę spokoju jaką staram sobie budować. I tak: posprzątałem trochę w fejsbukowych kontaktach. Dlaczego? Wkurza mnie gdy wchodzę na swoje konto, a moja ściana zawalona jest narzekaniami ludzi, którzy nic innego w życiu najwidoczniej nie potrafią jak tylko marudzić. O co to to nie! Mój fejsbuk, moja sprawa kogo mam w kontaktach. Wyrzuciłem kogoś? Sorry, najwidoczniej uznałem, że czas się pożegnać bo szkoda mi marnować czasu na czytanie bzdet. Dalej… Reorganizacja zawodowych celów: muszę w końcu skupić się na fotografowaniu konkretnych rzeczy, nie robić nic półśrodkami. Postanowiłem zbudować dobre portfolio w oparciu o piękne kobiety, dobrze przemyślane koncepty i odpowiednio przygotowane plany zdjęciowe. Muszę zebrać dobry materiał aby móc co włożyć do teczki, z którą mam zamiar iść do potencjalnych klientów. Wszystko co do tej pory zrobiłem (z małymi wyjątkami), wszystkie sesje i modelki jakie sfotografowałem nadają się najwyżej do reklamy pasztetów dla Indykpol’a, a nie do poważnych kampanii. Tak więc uruchomiłem kilka kontaktów, znam w końcu trochę zawodowych modelek itd. Trzeba zacząć działać!!

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 29 grudnia 2010

I mamy po świętach. W tym roku postanowiłem nie wrzucać przedświątecznego wpisu. Nie składałem Wam najlepszych życzeń, bo jak wiadomo, ja i bez świąt życzę Wam wszystkiego co najlepsze na każdy dzień waszego życia :))

Tegoroczne Boże Narodzenie spędziłem na Podlasiu. Pierwszy raz od urodzenia święta poza domem. Było miło i sympatycznie, wesoło i zabawnie. Innie. 3 dni jedzenia, picia, a później 2 dni chorowania bo przeziębiłem się niemiłosiernie. Chciałbym móc powiedzieć, że to dlatego że popiłem z teściem na pasterce i zaległem na noc na śniegu, ale prawda jest zupełnie inna: okazałem się cieniasem z zachodu, którego pokonał wschodni ziąb (a nawet i ziąbek). To co przytyłem przez te 3 dni (wg. moich obliczeń było to jakieś 0,6 kg) to straciłem w łóżku, minus jeszcze 0,1 kg – ogólnie dupa :) Niestety nie uniknąłem kilku wpadek w kontaktach z teściami, ale tłumaczę to sobie swoją wielką niecierpliwością, wrodzonym buntem oraz bardzo znikomym stażem małżeńskim. Ogólnie jest tak, że jakby się nie robiło, to z teściami i tak się nie wygra – można tylko z godnością wziąć pewne sprawy na klatę.

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 10 grudnia 2010

Wiecie co jest gorsze od jednej starej baby? 12 starych bab. A co jest gorsze od 12 starych bab? 12 głośnych i roześmianych starych bab przy jednym stole w restauracji, w której raczę się stołować. Ale nie o tym chciałem dziś napisać.. W sumie to zapomniałem o czy miałem napisać..hmm.. o śniegu, a tak! o śniegu! no więc napadało go tyle, że japierdolę (pisownia celowa) i trudno gdziekolwiek się ruszyć autem. jednak, lubię śnieg, serio. biały puszek kłębuszek okruszek, czyściutki taki.. piękny! a jak tylko spadł śnieg to widziałem jak jakiś Pan chamsko wylał się swoim psem na ten śnieg i cały czar, że się tak wyrażę, prysł. Zaczęła się pora żółtego śniegu i tyle z tej zimy mam! Mam za to czasem taką ochotę (boszszz, oby tego moja M. nie przeczytała bo mi zrobi za to chadziabę) podejść i wylać się na takiego psa jednocześnie bezczelnie patrzeć w oczy właścicielowi i po skończonej robocie spytać go czy mu miło z tego faktu :)

kończąc krótki śnieżny wpis wklejam moje muzyczne odkrycie z dzisiejszego wieczoru, edżoj yt!!

ps – zastanawiam się nad puszczeniem Raiff’a w wielki świat i założeniem mu konta na fejsbuku :)

Posted in Bez kategorii by Raiff on 2 grudnia 2010

Ogólnie gdybym miał określić to co dzieje się za oknem (trochę dalej niż za balkonem) to na myśl przychodzą mi słowa mojego kumpla jeszcze z prastarych czasów szkoły średniej. Więc ów kolega mój raczył mawiać, że „pizga aż pazury wywija”.. Już dawno żadne inne słowa nie były tak blisko prawdy :) Ogólnie masakra jakaś, chaos totalny i pogodowa sodomja z gororją. Raiff jednak nie pęka. Opony zimowe ma, bo nie zmienił jeszcze ich z poprzedniej zimy więc jej atak mnie nie zaskoczył. Mało tego, przygotowałem auto na taką pogodową niespodziankę, wymieniłem świece, kable oraz wyregulowałem instalację lpg (czytałem ostatnio, że tylko twardziele jeżdżą na gazie :) bo ostatnio Pogromca Szos znany bliżej jako Pasek palił niemiłosiernie wielkie ilości gazu (i nie mówię tu o jakichś marnych 12l/100km tylko minimum 16!) co ogólnie przyprawiało mnie o łzy w oczach przy każdym tankowaniu. Autko pali nawet nie na dotyk, a na telepatyczny rozkaz. Teraz tylko jeszcze dospawam pług śnieżny z przodu maski i mogę śmigać po mieście :) A tak poważnie, to serio mówię :D

Posted in Bez kategorii by Raiff on 24 listopada 2010

Wyobraźcie sobie, że tak długo nie logowałem się na bloga, że wejściu do panelu admina musiałem wziąć szczotkę i pozmiatać wszystkie pajęczyny, martwe muchy i zasuszone kości szczurów :) Faktycznie, długo mnie nie było – ale wiecie – małżeńska błogość mnie dopadła na dobre :) Chciałbym wszystkich poinformować, że Raiff nie wymiękł i dzielnie dał radę przy ołtarzu, a na weselu odkrył w sobie tygrysa parkietowego i tańcował, pląsał oraz przytulał się do Małżonki aż do 5 nad ranem :] Własny ślub to zajebista – pod warunkiem że bierze się go z własnej i przez nikogo nie wymuszonej woli – sprawa. Obrączka tylko trochę mi wadziła na początku, ale jak wiadomo organizm musi się przyzwyczaić do ciała obcego.

 

Poza tym stara bieda :) No, może nie bieda, ale stara. Czuję, że dziś więcej z siebie nie wykrzesam, ale obiecuję zaglądać tu częściej.

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 2 października 2010

Siedzę przy kubku kawy, a dookoła mnie latają ludzie, z każdej strony emanują pozytywne wibracje, które przeplatają się ze stresem. Znam ten stan, wiele razy byłem jego świadkiem gdy fotografowałem ślubne pary.. Między tym,który znam, a tym który panuje dookoła mnie (i mojego kubka kawy) jest jedna zasadnicza różnica: dziś to ja występuję w roli Pana Młodego :) Dziś krótko, ale za to bardzo treściwie: dla mojej M. i dla samego siebie, na tej nowej drodze życia:

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 11 września 2010

Czuję, że mam przed sobą naprawdę zajebisty czas.  Pomału wszystko zaczyna zmierzać ku dobremu, pewne rzeczy zaczynają się klarować i nabierac szybszego tempa i w końcu (w końcu!) muszą przynieść pożądane efekty. Zaczynam otaczać się naprawdę pozytywnymi ludźmi, kontakty z nimi nakręcają mnie w dobry sposób. Wszystkie kwasy, wszystkie te nasączone niezdrową esencją znajomości, pseudo przyjaźnie wykruszają się, odchodzą na dalszy, mało znaczący plan. Nie wiem, może to jesień tak na mnie działa. Mam sentyment do tej pory roku i naprawdę w dupie mam narzekania na pogodę itd. Dla mnie jesień to czas, w którym poznałem M., jesienią się pobieramy.. Czuję, że naprawdę nadchodzi dobry czas..

Żeby jednak nie było tak miło opowiem Wam jak bardzo wkurwia mnie mój operator komórkowy (Bardal, pewnie gdybym mieszkał na wyspach byłby to Virgin :), którego nazwy nie zdradzę, ale powiem, że to Plus :) Więc 2 lata temu podpisałem z nimi kolejna umowę. Jak to zwykle bywa w takich chwilach, wszystko ładnie i pięknie, wyrazy wzajemnego szacunku, łzy wzruszenia oraz wymiana kontaktów i kartki na święta. Minęły dwa lata i postanowiłem zakończyć umowę i przejść do inngo, pomarańczowego operatora. W punkcie Plusa, Pan mówi, że nie muszę u nich rozwiązywać umowy tylko nowy operator wysyła do nich dokumenty i wszystko ładnie i pięknie oraz płynnie (słowo, które później nabiera bardzo gorzkiego posmaku) zostaje zrealizowane. Jednego czego Pan Plus mi nie powiedział, to to, że jeśli jestem abonentem firmowym (czyli NIP),  muszę zmienić sesję z NIP na PESEL (szary obywatel) bo inaczej nie będę mógł pozostać przy starym numerze. I tu ów „płynność” zaczyna szlag trafiać bo w moim prostym rozumieniu płynność powinna wyglądać tak:

JA:  Dzień dobry, chciałbym rozwiązać z Wami umowę.

PLUS:  Witam, ależ nie ma problemu. Pozwoli Pan, że zaoferuję Panu nasze najnowsze rozwiązanie mające na celu poprawienia obsługi naszych klientów. Usługa ta nazywa się „Płynność bezliku”. Pan składa u nas pisemne oświadczenie, a my załatwiamy wszystkie formalności tak,  aby PŁYNNIE mógł Pan przejść do konkurencji, która zapewne ma lepsze oferty od naszych i nie będzie robiła Pana w choooja na sms’ach tak jak my, a przy okazji zaoferuje Panu za przystępną ceną wymarzonego przez Pana iPhona.

JA: Dziękuję serdecznie, to miło z Pana strony.

PLUS: Nie ma najmniejszego problemu. Cała przyjemność po Naszej stronie. Życzę miłego dnia i (gdybyśmy się już nie zobaczyli) zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia, Wesołej Hanuki oraz Mazeltoff na Pana cześć!

Tak to powinno wyglądać. Niestety wygląda to tak, że koleś nie wiedział co mówi, ja musiałem stracić 3 dni na załatwianie formalności, przez ten czas rozpoczął się nowy okres rozliczeniowy i będę musiał zapłacić dodatkowy miesięczny abonament (bo niby z mojej winy spóźniłem się z pismem o jeden dzień), a gdybym chciał pozostać przy starym numerze to muszę czekać do grudnia. Więc sorka kochani, w dupie mam Waszą płynność! So long suckers, idę do konkurencji!!

A na koniec mały klik, z niezbyt owocnej sesji..

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 26 sierpnia 2010

O matko!! Czuję się jakbym wrócił zza światów. ostatnie dni (tygodnie?) to jeden wielki kocioł. Najważniejsze z informacji to takie, że rzuciłem prace w ZieDAF’ie. Coraz więcej pracy w agencji i poważne szanse na rozwój skłoniły mnie do tej decyzji. Teraz tylko muszę dobrze wykorzystać dane mi szanse. Za bat motywacyjny przyjąłem sobie sytuację, w której to zawaliłem wszystko i wracam do ZieDAF’u i pracuje na linii z Robo Grzesiem :) Nic bardziej nie daje kopa do działania! Druga istotna informacja to taka, że częściowo wyremontowaliśmy mieszkanie :) Oł jeee, w końcu po 3 tygodniach bałaganu wygrzebaliśmy się spod gruzów i możemy normalnie żyć. Mamy odnowiony poko dzienny, ja zyskałem przyzwoite miejsce do pracy w drugim pokoju, a na remont czeka łazienka i kuchnia. ale to już nie teraz, zwłaszcza że za miesiąc ślub.

W czasie mojej nieobecności popełniłem jedną sesję zdjęciową, efekt można zobaczyć w klik! klik! klik! klik!

Posted in zdzisiaj.. by Raiff on 27 lipca 2010

Nienawidzę swojej pracy. Może to mało oryginalne stwierdzenie, ale tak właśnie jest. nienawidzę szczerze, prostolinijnie i bez ogródek. Nienawiść swą poprę opisem jak wygląda mój dzień w pracy. wstaję o 4:50 rano, myję się, robię sobie kanapki i na szybko zjadam jedną z nich na śniadanie. droga do pracy zajmuje mi ok 20 minut (15 jak się spieszę). przed szóstą rano melduję się na bramce, a potem idę ok 500 m na swoją halę. tam przebieram się, wkładam ówcześnie przygotowane kanapki do szafki w kuchni i idę na swoje stanowisko. punktualnie o szóstej mój umysł przechodzi w stan wygaszenia, pracując w trybie czuwania. przełączam się na tryb manualny i zaczynam pracę. tak do przerwy, która trwa 15 minut, w sam raz aby na styk zjeść kanapki, o których już wspominałem i popić je kawą. potem znów do pracy, umysł w stanie czuwania, praca w trybie manualnym. od czasu do czasu kierownik zmiany coś do mnie powie, zawoła mnie i wtedy zmieniam stanowisko na chwilę. pod koniec zmiany sprzątam stanowisko, idę do szatnie, przebieram się i jadę do domu. powrót zajmuje mi 2 razy więcej czasu bo o tej porze na mieście robią się korki. i tak kurwa do zajebania, dzień w dzień, z przerwami na obróbkę zdjęć i sen.. Mam nowego „kolegę” w pracy. Nie wie jak ma na imię więc ochrzciłem go NoName. Więc kolega NoName, to weteran z Biedronki (tak samo jak Robo Grześ, który przejebał tam 8 lat z życia. Tak nawiasem mówiąc, ekipa z pracy mówi na Robo Grzesia inaczej niż ja. wołają na niego „Awaria”.  jak tak patrze na jego wyraz twarzy to w sumie to rozumiem), który zarzuca mnie swoimi opowieściami z przeszłych dni. Dla przykładu na przykład, NoName jeździ na pielgrzymki, ale cyt. „Pierdolę te baby co się modlą w autokarze. słuchawki na uszy i techno!”.. No, taki właśnie jest NoName, niegroźny, ale męczący. Praca w ZieDAF’ie ma swój jeden plus. Jest tak chujowa, że aż motywująca. Motywująca do poszukiwania innej pracy. I tak właśnie robię, pojawiła się realna szansa na przejście do agencji, w której asystuję Fotografowi. Trzymam rękę na pulsie i odliczam dni do końca pracy w ZieDAF’ie.

tak apropo zdjęć. jakieś 2 tygodnie temu miałem okazję zrobić pierwszą sesję aktową. szybką, bez większych przygotowań itd..  sampel można zobaczyć w klik!

PS – przypomniał mi się dialog, jaki przeprowadził Robo Grześ (RG) z magazynierem (Mgr) na naszej hali:

RG – potrzebuję antenę FH !

Mgr – jaką?

RG – FH !!

Mgr – jaką?!

RG – FH !! F jak fiut, H jak huj !!

Mgr – ahaa, łap!!