I mamy po świętach. W tym roku postanowiłem nie wrzucać przedświątecznego wpisu. Nie składałem Wam najlepszych życzeń, bo jak wiadomo, ja i bez świąt życzę Wam wszystkiego co najlepsze na każdy dzień waszego życia :))
Tegoroczne Boże Narodzenie spędziłem na Podlasiu. Pierwszy raz od urodzenia święta poza domem. Było miło i sympatycznie, wesoło i zabawnie. Innie. 3 dni jedzenia, picia, a później 2 dni chorowania bo przeziębiłem się niemiłosiernie. Chciałbym móc powiedzieć, że to dlatego że popiłem z teściem na pasterce i zaległem na noc na śniegu, ale prawda jest zupełnie inna: okazałem się cieniasem z zachodu, którego pokonał wschodni ziąb (a nawet i ziąbek). To co przytyłem przez te 3 dni (wg. moich obliczeń było to jakieś 0,6 kg) to straciłem w łóżku, minus jeszcze 0,1 kg – ogólnie dupa :) Niestety nie uniknąłem kilku wpadek w kontaktach z teściami, ale tłumaczę to sobie swoją wielką niecierpliwością, wrodzonym buntem oraz bardzo znikomym stażem małżeńskim. Ogólnie jest tak, że jakby się nie robiło, to z teściami i tak się nie wygra – można tylko z godnością wziąć pewne sprawy na klatę.
Wiecie co jest gorsze od jednej starej baby? 12 starych bab. A co jest gorsze od 12 starych bab? 12 głośnych i roześmianych starych bab przy jednym stole w restauracji, w której raczę się stołować. Ale nie o tym chciałem dziś napisać.. W sumie to zapomniałem o czy miałem napisać..hmm.. o śniegu, a tak! o śniegu! no więc napadało go tyle, że japierdolę (pisownia celowa) i trudno gdziekolwiek się ruszyć autem. jednak, lubię śnieg, serio. biały puszek kłębuszek okruszek, czyściutki taki.. piękny! a jak tylko spadł śnieg to widziałem jak jakiś Pan chamsko wylał się swoim psem na ten śnieg i cały czar, że się tak wyrażę, prysł. Zaczęła się pora żółtego śniegu i tyle z tej zimy mam! Mam za to czasem taką ochotę (boszszz, oby tego moja M. nie przeczytała bo mi zrobi za to chadziabę) podejść i wylać się na takiego psa jednocześnie bezczelnie patrzeć w oczy właścicielowi i po skończonej robocie spytać go czy mu miło z tego faktu :)
kończąc krótki śnieżny wpis wklejam moje muzyczne odkrycie z dzisiejszego wieczoru, edżoj yt!!
ps – zastanawiam się nad puszczeniem Raiff’a w wielki świat i założeniem mu konta na fejsbuku :)
Ogólnie gdybym miał określić to co dzieje się za oknem (trochę dalej niż za balkonem) to na myśl przychodzą mi słowa mojego kumpla jeszcze z prastarych czasów szkoły średniej. Więc ów kolega mój raczył mawiać, że “pizga aż pazury wywija”.. Już dawno żadne inne słowa nie były tak blisko prawdy :) Ogólnie masakra jakaś, chaos totalny i pogodowa sodomja z gororją. Raiff jednak nie pęka. Opony zimowe ma, bo nie zmienił jeszcze ich z poprzedniej zimy więc jej atak mnie nie zaskoczył. Mało tego, przygotowałem auto na taką pogodową niespodziankę, wymieniłem świece, kable oraz wyregulowałem instalację lpg (czytałem ostatnio, że tylko twardziele jeżdżą na gazie :) bo ostatnio Pogromca Szos znany bliżej jako Pasek palił niemiłosiernie wielkie ilości gazu (i nie mówię tu o jakichś marnych 12l/100km tylko minimum 16!) co ogólnie przyprawiało mnie o łzy w oczach przy każdym tankowaniu. Autko pali nawet nie na dotyk, a na telepatyczny rozkaz. Teraz tylko jeszcze dospawam pług śnieżny z przodu maski i mogę śmigać po mieście :) A tak poważnie, to serio mówię :D
3 comments